piątek, 24 lutego 2012

Sprawdzianów ciąg dalszy

Zanim o kolejnych formach sprawdzenia jakości przygotowań, muszę napisać, że we wtorek ostatecznie wyszedłem z jednostki Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu. Przygoda ta trwała 37dni. Jak już pisałem, zmiażdżyła mi psychikę, ale było też kilka pozytywów, które mam nadzieję wykorzystam jako żołnierz Wojska Polskiego.

Po powrocie do domu, a w zasadzie wiedząc już w niedziele, że we wtorek będę wolny, zgłosiłem się na Warszawa Nocą. Idealna okazja do sprawdzenia się z innymi. Start masowy, w ręku mapa, nocna pora,  teren całkiem ciekawy, no i J.M. jako organizator to gwarancja świetnej zabawy. Nie myliłem się, był to bieg, który mocno podniósł mnie na duchu. Co prawda zaraz po starcie, wydawało mi się, że nie mam szans z kilkoma graczami, ale szybko przekonałem się, że to tylko złudzenie. Spory błąd(40’’) na 2pkt dorzucił do biegu jeszcze więcej smaczku. Dalej małe błędy na 5 i 14.



W czwartek pobiegałem jeszcze świetny trening, który przygotował mi Jacek. Masóweczka (ja&Jacek) na trasie 13,2km w umiarkowanym tempie. Czas 74’57’’ i wygrana niebotyczną przewagą kilku sekund. Kilka błędów, zwłaszcza kierunkowych(na 24 i 31) się zdarzyło. Mimo to oceniam, że nie zapomniałem jak używa się mapy i kompasu!


czwartek, 23 lutego 2012

Spuszczony ze smyczy

Na weekend 18-19 luty, udało mi się uciec z „więzienia” do domu. Była to wspaniała okazja do sprawdzenia swojej formy. Akurat w niedzielę rozgrywany był bieg z cyklu Grand Prix Łodzi w biegach przełajowych. Dystans standardowo 5km, chociaż od tego roku pętla jest zmieniona. Na tej nowej biegałem pierwszy raz, jest lepiej wymierzona i wygląda na to, że rzeczywiście jest teraz 5km(mój Garmin naliczył całe 40m więcej). Stając na starcie, zupełnie nie byłem w stanie powiedzieć na jaki wynik mnie stać. Było to dosyć dziwne uczucie, ale jednocześnie przyjemne. Po kilku ciężkich tygodniach, czułem się jak spuszczony ze smyczy pies. Możliwe, że tak też wyglądałem, bo od początku wybiegłem do przodu, prowadząc całą stawkę.



Do 1km czułem na plecach oddech kilku biegaczy.O dziwo biegło mi się tak luźno, a zarazem tak przyjemnie, że tego dnia nikt nie był w stanie mnie pokonać. Czerpałem baaardzo dużo radości przez cały bieg, jeszcze kilka godzin po biegu cieszyłem się, że wreszcie udało mi się wystartować w zawodach. Całość pokonałem w 16:39, więc zważając na warunki i przebieg biegu, byłem usatysfakcjonowany. Jak widać, forma biegowa nie jest taka zła, jak mi się wydawało.


sobota, 18 lutego 2012

Kiedy każdy dzień jest wiecznością...

Na samym początku muszę zaznaczyć, że obiecałem sobie, że nie napiszę tego posta do momentu, aż ochłonę, kiedy pozbieram siły i motywację. Niestety emocję i wolny czas sprawiły, że jednak piszę to teraz.

Zacznę od początku. 16 stycznia, poniedziałek, biedny „szeregowy elew Olejnik” (dalej zwany Olejem) stawia się w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu.  Zupełnie nie świadomy tego, co stanie się z nim w najbliższych tygodniach. Pierwszy dzień minął jak rok, drugi jak kilka miesięcy. Przez te pierwsze 2dni nie mieliśmy żadnych zajęć, szkolenie zaczynało się dopiero od środy. Wielcy przełożeni za zadanie mieli nauczyć nas przez te 48godzin ścielenia łóżek(5godzin w pierwszym dniu!!!), ubiorów i generalnych warunków panujących w jednostce. Dopiero od środy zaczął się kierat. Wygląd dnia w skrócie:

5.20- pobudka
5.30- zaprawa(2,5km biegu)
6.00-śniadanie
7.20-apel
8.00-11.15- szkolenie
11.30-14.45-szkolenie
14.25-15.00- obiad
16.00-18.00- szkolenie(zazwyczaj musztra)
18.00-kolacja
20.00- rejony
21.30- Capstrzyk, czyli po prostu cisza nocna

Jak widać Olej miał spory problem, który musiał rozwiązać jak najszybciej. Mianowicie, gdzie i jak w planie dnia upchnąć trening. Na szczęście medal zdobyty w zeszłym roku, oraz resztki uroku osobistego sprawiły, że w godzinach 19-20(czasem nieco dłużej) Olej mógł trenować.  

Najgorsze były mrozy, które zwłaszcza na poligonach czy podczas musztry dawały się bardzo mocno we znaki. Czas mijał strasznie powoli, a teraz kiedy pomyślę sobie, że 5tygodni temu wszedłem na jednostkę CSWL pierwszy raz, to wydaje mi się to nie prawdą. Dla mnie trwało to kilka lat. Po tygodniu, większość żołnierzy była chora, co nie ominęło również mnie. Na szczęście osłabienie nie trwało długo. Po pierwszej niedzieli, czekałem już tylko na kolejną, a później następną. W niedziele bowiem, mieliśmy czas wolny, w dzień mogliśmy leżeć na wozach(łóżkach). Dla Oleja był to jedyny dzień w tygodniu, kiedy mógł wyjść biegać rano, przed obiadem.

Czego się nauczyłem jako żołnierz?
W sumie to całkiem sporo, począwszy od ubioru, zachowania, przez dane taktyczno-techniczne sprzętu, umiejętności pokonywania terenu na poligonie po strzelanie z kbk AKMS.

Teraz moim zdaniem najważniejszy aspekt, a więc trenowanie Oleja.
Tak jak już pisałem, w tygodniu czas miałem mocno ograniczony. Najgorsze było to, że biegałem godzinę po kolacji, zmęczony po całym dniu, z pełnym żołądkiem, po ciemku. Do dyspozycji miałem bieżnie i pętle asfaltową 1230m. Niestety nie było żadnych podbiegów, czy ścieżek nie asfaltowych. Pod takie warunki, staraliśmy się z trenerem dobrać treningi. Wychodziło czasem lepiej, czasem gorzej. Ogólny rozrachunek będzie znany niebawem. Ogólnie przebiegłem w jednostce do dnia dzisiejszego ok. 380km. Do tego raz (dzięki chęci miłosiernej osoby) wyszedłem na przepustkę, gdzie oczywiście zrobiłem trening z wykorzystaniem górek. Oraz po przysiędze przez 3 dni mogłem trenować w domu. Trenowałem 6razy w tygodniu, bowiem zawsze coś wypadło(a to 24godzinna służba, szczepionka czy widzimisie jakiegoś przełożonego). Wydaję się, że treningi nie wychodziły więc tak źle. Zabrakło oczywiście ogólnorozwojówki czy siłowni, o odnowie nie wspominając. Jednak fakt, że ostatni raz na mapie byłem 7stycznia pokazuję, jak moje przygotowania odbiegają od tego jak powinny wyglądać.

Cały czas, kiedy wkur*iałem się podczas szkolenia, uświadamiałem sobie, że po wyjściu odbije to sobie w Portugalii. Okazało się to największym błędem. W dniu kiedy miałem odlot, w godzinie w której mój samolot odlatywał, ja dalej siedziałem w jednostce. Fakt ten, spotęgował tylko uczucie przegranej bitwy z własną psychiką.

Aktualnie przebywam na przepustce, jutro wracam do jednostki, na miejmy nadzieję, już nie długi czas. Niestety coś we mnie pękło, motywacja zbliżyła się do punktu krytycznego, jakim jest zero. Wiara w założone cele odleciała razem z motywacją. Wiem, że muszę się pozbierać, mam nadzieję, że  kiedy będę mógł „odetchnąć pełną piersią i pobiec tak szybko jak potrafię” wszystko powróci.

W całym tym gównie, które otacza mnie od 5tygodni staram się szukać pozytywów. I oczywiście znajduję. Do tej pory nie miałem i nadal nie mam żadnej kontuzji, żadnego poważniejszego bólu, a forma biegowa nie jest tragiczna.

Słowa „im trudniejsza walka, tym lepiej smakuję zwycięstwo” są jedynymi, które w jakiś sposób sprawiają, że myślę o realizacji założonych celów.

Możliwe, że błędem jest zadręczanie się teraz tym, na co większego wpływu się nie miało, na co samemu się zgodziło i co zbliżyć ma mnie do celu nr1. Zadręczanie się nad sytuacją, która nie do końca jest beznadziejna. Możliwe, że jeszcze większym błędem jest opisywanie tego tutaj, bo w jakiś sposób pokazuję to moją słabość. Doszedłem jednak do wniosku, że moje przygotowania sportowe, a więc to czemu poświęcony jest ten blog, to nie tylko momenty wspaniałych treningów. To także takie momenty jak ten, który teraz przechodzę.

Możliwe, że kiedyś, może nawet nie długo, będę się z tego śmiał. Możliwe, że nie wpłynie to tak mocno na moje przygotowania jak mi się teraz wydaje. I oby tak było!

niedziela, 15 stycznia 2012

WOJSKO


Kilka miesięcy temu pisałem, że postanowiłem kontynuować swoją karierę w wojsku. Moim zdaniem to najlepszy pomysł. Jednak nie jest to takie łatwe, jak mi się wydawało. Kilka miesięcy czekałem, na wiadomość, którą dostałem w poniedziałek. Przez te kilkadziesiąt dni musiałem kilka razy pojawić się w Poznaniu w sprawach papierkowych. Żeby zostać wcielonym do wojska trzeba odbyć służbę przygotowawczą, i to właśnie na nią czekałem. Od jutra w Poznaniu zaczynam coś zupełnie dla mnie nowego-służba w mundurze od rana do wieczora. Nie ukrywam, że trochę mnie to przeraża, że się tego boję. Nie wiem jeszcze na jak długi okres będę „zamknięty”, jak będzie to wyglądało, ani czy będę mógł tam trenować. Mam jedynie nadzieję, że nie wpłynie to zbytnio na moje przygotowania. Chciałbym trenować tam w miarę normalnie, nie zaprzepaścić tego co zrobiłem do tej pory. Oby minęło mi to jak najszybciej.

Mówią, że każdemu taka lekcja wojska się przydaję. Obiecuję, że sprawdzę to na własnej skórze. Pesymistyczne spojrzenie każe mi napisać, że jestem nie zadowolony, że wypadło to w tym momencie. Optymistyczne jednak, uświadamia mi, że lepiej mieć to już za sobą, że lepiej pójść tam teraz, niż w marcu czy maju. Trzymajcie kciuki za mój szybki powrót w jednym kawałku.

piątek, 13 stycznia 2012

"Polska Dania"

Podczas wyjazdu na imprezę z cyklu „…. z Mistrzem”, która tym razem przybrała postać „Potańcz z Mistrzem”, udało mi się pobiegać w sobotę ciekawy trening. Skala 1:5000, miejscami teren przypominał mi Danię- mikrorzeźba, dziwne iglaste roślinki i tereny lekko zielone- super.


Od poniedziałku ponownie moje nogi zawędrowały do Zakopanego, gdzie ponownie w extra warunkach ładuję akumulatory. Niestety w niedzielę muszę wyjechać. Wyjechać gdzieś, gdzie wcale jechać nie chcę, gdzie może być ciężko i nieprzyjemnie, ale o tym w następnym poście.


czwartek, 5 stycznia 2012

Poznań-miasto doznań

Tego roku zima nas bardzo rozpieszcza. Co prawda, niektórzy woleliby tony śniegu i mrozy, ale mi przypadła do gustu taka aura. Zwłaszcza, dlatego, że nadarzyła mi się okazja pobiegania w lesie z najlepszymi. W środę w Poznaniu, dzięki zebraniu ”wojskowych” w jednym miejscu, odbyły się masowe boje. Na starcie stanęło 6 śmiałków(po równo z Poznania i Gdyni). Szkoda tylko, że Wrocławianie się nie pojawili się w lesie, można byłoby wtedy rozegrać mini MP. Na każdego uczestnika czekała trasa 13,2km w szybkim, ale ciekawym lesie. Jako, że dwóch z 6 uczestników zaznajomionych było z mapą postanowiłem na pierwszy punkt, wczuwając się w mapę, kontrolować ich poczynania. Do motylka dobiegliśmy razem i potem nastąpił oczywiście rozłam(nieco zachwiany przez jednego zakręconego zawodnika!, dzięki czemu nie nudziło mi się ani przez chwilę;) ). Z węzłowego wychodziłem jako pierwszy, niestety nie udało mi się utrzymać przewagi i na kolejnych punkatch zostałem dogoniony przez szaleńczy pościg. Kolejny motylek przypadł mi razem z jednym z moich sparingpartnerów. Wymienialiśmy się na prowadzeniu, po to żeby rozegrać całość na finiszu. Udało mi się go pokonać i jak się okazało na mecie, zakończyć bieg na 2 miejscu, uznając wyższość „Konia nad końmi(czyt. Włodara)”. Biegałem 60’43’’, i nie ukrywam, że czas mnie zaskoczył.


Następnego dnia, dzięki uprzejmości „Koordynatora wszystkich mistrzów” biegałem 2 sprinterskie trasy na cytadeli. Możliwe, że zadziwię teraz wiele osób, ale biegałem na tej mapie 1raz(byłem tam na KMP, ale miałem kontuzję). Niestety dziś zadowolony ze swoich biegów nie jestem. Mimo, że trasy były proste i szybkie, popełniłem kilka głupich błędów wariantowych i nie zauważyłem mostu(4pkt na 1 trasie).  


Most umożliwiający przebieg najlepszym wariantem na 9pkt(druga trasa) był zamknięty.



wtorek, 3 stycznia 2012

XXVII Łódzki Bieg Sylwestrowy

2011 rok pożegnałem startując w Biegu Sylwestrowym w Arturówku na dystansie 10km(w rzeczywistości nieco mniej, organizator podawał 9800m, mój Garmin pokazał 9,7km). Plan był prosty, pobiec na maxa i sprawdzić w jakiej jestem predyspozycji, i czy wszystko idzie w dobrym kierunku. Na starcie stanęło ponad 1000 zawodników, a wśród nich tacy jak Kaczmarek, Parszczyński, Osmulski, tak więc było się z kim ścigać.
Dodatkowym utrudnieniem na trasie były podbiegi, co prawda nie bardzo strome, ale potrafiły dać się we znaki, zwłaszcza na drugiej pętli. Cała trasa miała 90m przewyższenia. Udało mi się ukończyć bieg z czasem 32:45(tempo z Garmina-3:22/km), co dało mi 6miejsce. Jestem bardzo zadowolony, i z optymizmem przystępuje do kolejnych etapów przygotowań.


Wyniki oraz zdjęcia na stronie : http://www.bslodz.pl/